czwartek, 20 czerwca 2013

1. ,, Bo to jest najlepszy dzień w moim życiu. "

                                        W tle
                                 Dom Cecylii

Jak zwykle o siódmej rano, koło łóżka Cece zadzwonił budzik. Dziewczyna niechętnie wstała z miękkiego łóżka. Najchętniej leżałaby na nim cały dzień i nic nie robiła, jednak wiedziała, że musi iść do szkoły, chociażby ze względu na jej przyjaciółki, a już nie mówiąc o jej ocenach. Pocieszał ją jednak fakt, iż dzisiaj jest piątek i jak zwykle idą z ,, ekipą " do klubu, na plaży. Szesnastolatka ociężale, stawiając malutkie kroczki weszła to przytulnej łazienki. Ubrała się w TO. Zrobiła to tylko po to, aby zdenerwować znienawidzoną przez siebie nauczycielkę matematyki, oraz zrobić wrażenie na swoim chłopaku. Starannie umyła swoje i tak już śnieżnobiałe ząbki i wróciła do pokoju. Chwyciła swoją śliczną torbę z ciasteczkowym potworem  i poszła do kuchni. Zwinnie chwyciła czerwone jabłko leżące na wyspie i przechodząc przez salon kierowała się w stronę drzwi gdy nagle przed nią pojawił się jej tata. Dziewczynie aż dech w piersiach zamarł. Zatrzymała się jak oparzona i z lekko przestraszonym wyrazem twarzy zaczęła rozmowę.
- hej tatku- powiedziała z przesłodzonym głosikiem i uśmiechnęła się promiennie aby choć trochę rózładować napięcie tworzące się pomiędzy nimi.
- Idziesz na dyskotekę czy do szkoły? - spytał ojciec dziewczyny, który wydawał się być niewzruszony jej  uśmiechem. Jednak gdy zobaczył małe jabłko w jej ręce jego mina przybrała raczej wyraz współczucia. - Cece musisz coś jeść, i dobrze o tym wiesz.
- Wiem, ale...- przerwała, ponieważ tak naprawdę nie wiedziała co ma powiedzieć. Najzwyczajniej na świecie nie miała ochoty jeść. Każdy kolejny kęs czegokolwiek sprawia odruch wymiotny, a samo jedzenie z trudem przechodzi przez jej gardło, a szesnastolatka czuje się wtedy jakby ktoś rozciął jej gardło i wykąpał w soli. Ojciec dziewczyny westchnął nie wiedząc co ma powiedzieć i odsunął się od drzwi szepcząc tylko ,, uważaj na siebie", a ona sama wyszła przed dom. Idąc w stronę domu Donny- jednej z swoich przyjaciółek, do której ma najbliżej, bo tylko przecznicę dalej- ze smutkiem patrzyła na trzymane przez nią jabłko. Nie chciała sprawiać nikomu przykrości, a już w szczególności najbliższym, ale po prostu nie mogła, nie umiała już normalnie jeść czegokolwiek. Poczuła łzy napływające do jej oczu, a już po chwili wolno spływające po jej policzkach.  Otarła łzy, po których już po chwili nie było śladu. Nie chciała tego robić, ale idąc koło uliczki w którą musiała wejść, aby dojść do domu jej przyjaciółki, wyrzuciła czerwony owoc do kosza, który napotkała po drodze. Pokręciła głową z nie dowierzaniem, i stanęła przed drzwiami do domu Donny. Zapukała do drzwi domku jednorodzinnego o kolorze cappuccino, i wymusiła na swojej twarzy uśmiech, jednak gdy zobaczyła uśmiechniętą od ucha do ucha przyjaciółkę,ubraną w nowy ZESTAW, który pomagała jej wybrać, jej uśmiech stał się w pełni szczery. Donna chwyciła ją za rękę i wciągnęła do salonu, gdzie zastała pana Hall, oraz jego żonę.
- Dzień dobry - Powiedziała śmiało Cece, i uśmiechnęła się, do małżonków, oraz bardzo się ucieszyła, gdyż Ci odwzajemnili jej uśmiech. Dziewczyna lubiła Ann - macochę Donny. Sądziła, że jest przyjazna i miła, i nie wiedziała czemu donna aż tak jej nie lubiła.
- Idziemy do szkoły Pa tato ! - Rzuciła Donn, i chwytając Cece za rękę wybiegły z domu. Chociaż tak jakby lepiej pomyśleć, to rozumiała Donnę, która sądziła, że Ann weszła na miejsce jej mamy, i że jej tata już jej nie kocha. Ale to nie prawda. Ojciec kocha ją tak samo jak przedtem, tylko teraz poświęca jej troszkę mniej czasu, ale to nie znaczy, że kocha ją mniej. Dziewczyny szły do szkoły głośno się śmiejąc i planując dzisiejszą imprezę. Dochodząc pod budynek szkoły dziewczyny musiały skończyć rozmowę, gdyż Cece usłyszała jak ktoś ją woła. Znała ten głos, więc postanowiła odwrócić się w kierunku, z którego on dochodził. Wtedy ujrzała Max'a biegnącego w jej stronę. Posłała przyjaciółce przepraszające spojrzenie, a ta zahihotała.
- No idź do niego, spotkamy się na lekcji.- Powiedziała radośnie Donna, wiedząc jak bardzo swojej przyjaciółce zależy na Max'ie, gdyż to jej pierwszy poważny związek. Cece przytuliła dziewczynę, i  pobiegła w stronę swojego chłopaka, co jak potem zauważyła było trudne w 12- centymetrowych botkach. Gdy dobiegła do czarnowłosego zarzuciła mu ręce za szyję i złączyli swoje usta w czułym pocałunku. Wydawało jej się, że czas stanął w miejscu, a wszystko wokół przestało istnieć. Serce biło jej jak oszalałe, a motylki w brzuchu dawały o sobie znak. Max jedną rękę przeniósł na tył pleców Cece przysuwając ją bliżej siebie. Nastolatka wplotła swoje palce we włosy dziewiętnastolatka  lekko je ciągnąc, na co on zareagował cichym jęknięciem. Żadne z nich nie chciało przerwać tej chwili ciesząc się każdą jej sekundą, jednak to musiało nastąpić, bo niestety oboje muszą oddychać. Nastolatkowie stykali się czołami patrząc sobie w oczy i lekko dysząc.
- Cześć Max.- Zdołała wydusić z siebie blondynka, gdy oddech już trochę jej się uspokoił.
- Hej Cece.- Odpowiedział chłopak uśmiechając się do swojej dziewczyny, która z miłą chęcią odwzajemniła jego gest. Niestety wtedy kochankowie musieli się od siebie oderwać, gdyż zadzwonił dzwonek, informując uczniów, że czas iść na lekcje.- Wpadnę po was przed imprezą, i bądźcie gotowe.
- Okay.- Odpowiedziała dziewczyna i ruszyła w stronę sali lekcyjnej. Mają teraz matematykę, a Cece szczerze i z całego serca nienawidzi tego przedmiotu, a jeszcze bardziej nauczycielki, która jest również ich wychowawczynią. Pod salą White spotkała swoje przyjaciółeczki, na których widok aż pisnęła z radości. Wszystkie cztery się przytuliły, a Alex przechodzący koło nich aż dostał drgawek.
- Plis możecie ogarnąć się przynajmniej ten raz w całym życiu? - Spytał czym wyprowadził z równowagi nie tylko Cece, ale i Viv. Blondynka nie ma pojęcia, co on jej zrobił, ale to musi być coś okropnego, skoro aż tak go nienawidzi.
- A, co!? Ty niby lepszy!? Cały dzień potrafisz gadać tylko o tych swoich grach komputerowych, nie masz innych zajęć, niż ten nierealny świat?!? A tak propo: czy ty w ogóle myjesz te przetłuszczone włosy, bo jakoś mi się nie wydaje!- Po tym wybuchu Vivi, odwróciła się w stronę klasy, a Alex tylko prychnął. Cece aż krew się w żyłach zagotowała. ,, Jaki Palant ". Usłyszała w swojej głowie tak jakby głos Vivi. Czasami zdaje jej się, że ktoś do niej coś mówi, a wcale tak nie jest, ona to po prostu słyszy. W tej chwili przyszła Pani Flack. Po drobnym ciele Cece przeszły ciarki gdy zobaczyła mordercze spojrzenie nauczycielki, na jej strój. Blondynka złowieszczo się uśmiechnęła i jak reszta jej rówieśników weszła do klasy. Jak zwykle usiadła w przedostatniej ławce pod oknem, koło Izzy, która była zbyt pochłonięta rozmową z Polly, aby zauważyć Cece, która już jest w ławce. White z rozbawieniem przyglądała się dwóm najlepszym przyjaciółką, i jednocześnie najpopularniejszym dziewczynom w szkole. Wspominając chwile, kiedy się kłóciły, a na następnej lekcji znów razem się śmiały. Na to wspomnienie
sama się zaśmiała, a krótką chwilę potem Izzy i Polly jak co dzień zaczęły dowalać się do Josh'a, co wywołało ponowny napad śmiechu u White.
- Mrrr...Josh, ty pieczaro..- zamruczała Polly i razem z Izzy w bardzo zabawny sposób poruszyły ramionami. Josh również się zaśmiał czym jeszcze bardziej sprowokował brunetkę.


***

Lekcje dobiegły końca. Donna cieszyła się na samą myśl, o dzisiejszej imprezie. Dziewczyna wracając do domu obmyślała plan, jak przekonać ojca, by ją puścił. Właściwie to będzie bardzo łatwe, znając jej ojca. Od czasu, gdy ożenił się z Ann, nie widzi świata poza nią. Ale to jednak jej ojciec, i mimo wszystko go kocha. Wchodząc do domu Donna zdjęła buty i poszła pobiegła na górę do swojego pokoju. Otworzyła szufladę w swoim biurku i wyjęła z niej szkatułkę na kluczyk, który zawsze zdobi jej szyję. Ostrożnie otworzyła drewnianą szkatułkę, i wyjęła białą strzykawkę, oraz woreczek z białym proszkiem. Dziewczyna ze smutnymi oczyma przyglądała się narkotykom, które dostarcza jej jej były. Zostały jej tylko 3 dawki, a jej były wyjechał do Londynu. Dziewczyna westchnęła i weszła do łazienki zamykając za sobą drzwi. Usiadła na podłodze, i włożyła do strzykawki jedną dawkę. Włożyła strzykawkę w jedną i tą samą ranę i pobrała trochę krwi do strzykawki, a następnie z powrotem wstrzyknęła do żyły krew już zawierającą Amfe. Przez kilka sekund odczuwała zawroty głowy, ale potem tylko przyjemność. Po trzech minutach czuła się w miarę normalnie, więc schowała wszystko z powrotem do szkatułki, a potem przebrała się w TO. Zrobiła lekki makijaż i z wielką niecierpliwością co chwilę zerkała na zegarek w telefonie. Gdy urządzenie pokazało godzinę 17, dziewczyna chwyciła swoją torebkę i ostrożnie zeszła po schodach. Wiedziała, że jeśli wyda choć najcichszy dźwięk, ojciec ją usłyszy i nie puści na imprezę. Zeszła na dół i cichutko otwierając drzwi wyszła z domu. Gdy tylko zamknęła drzwi, westchnęła, a następnie szybko pobiegła w stronę domu Cece.
- Run, bitch Run ! - powtarzała sobie w myślach, i gdy stanęła przed drzwiami jej przyjaciółki szeroko się uśmiechnęła i w nie zapukała. Otworzyła jej White ubrana w TO, szczerząca się jak mysz do sera.
- Hejka White.- przywitała się Donna wpraszając się do mieszkania blondynki. Rozejrzała się po salonie, choć i tak zna go na pamięć. Lubiła przeb sięywać u White, ponieważ jak to ona uważa panuje tu fajna atmosfera.
- No hej Hall.- Odpowiedziała Blondynka, z uśmiechem, który przeważnie gości na jej twarzy, za co Donna naprawdę ją podziwia. Gdy różowo-włosa wygodnie rozsiadła się na kanapie w salonie czekając na resztę ekipy, dziewczyny usłyszały ponowne pukanie do drzwi. Blondynka poszła otworzyć, a po chwili weszła do salonu w towarzystwie Rocie, i Vivi. Cece włączyła telewizor, widząc, że zostało im jeszcze 10 minut, nim przyjedzie po nie Max. Jak zwykle włączyła kanał muzyczny. Właśnie zaczynała się jej ulubiona piosenka, do której zaczęła tańczyć i wygłupiać się. Po chwili dołączyła do niej Donna, a następnie Rockie i Viv. Dziewczyny wspólnie zaczęły śpiewać nie przerywając poprzedniej czynności.

Can't count the years on one hand
That we've been together
I need the other one to hold you.
Make you feel, make you feel better.
It's not a walk in the park
To love each other.
But when our fingers interlock,
Can't deny, can't deny, you're worth it!


Cause after all this time
I'm still into you...


I should be over all the butterflies
I'm into you (I'm into you)
And baby even on our worst nights
I'm into you (I'm into you)
Let em wonder how we got this far
Cause I don't really need to wonder at all
Yeah after all this time
I'm still into you


Recount the night that I first 
Met your mother
And on the drive back to my house
I told you that, I told you that, I loved ya.
You felt the weight of the world
Fall off your shoulder
And to your favorite song
We sang along to the start of forever

And after all this time
I'm still into you


I should be over all the butterflies
I'm into you (I'm into you)
And baby even on our worst nights
I'm into you (I'm into you)
Let em wonder how we got this far
Cause I don't really need to wonder at all
Yeah, after all this time
I'm still into you


Some things just, 
Some things just make sense
And one of those is you and I
Some things just,
Some things just make sense
And even after all this time
I'm into you
Baby, not a day goes by that
I'm not into you

I should be over all the butterflies
I'm into you (I'm into you)
And baby even on our worst nights
I'm into you (I'm into you)
Let em wonder how we got this far
Cause I don't really need to wonder at all
Yeah, after all this time

I'm still into you

I'm still into you
I'm still into you

Po skończonej piosence wszystkie, śmiejąc się, oraz czując lekkie zmęczenie opadły na sofę. W tej samej chwili do domu jak zwykle bez pukania wszedł Jasper - brat Rockie.
- Hej Jazzie - powiedziała Ro i przytuliła brata. Vivi lekko się zaczerwieniła na widok Jazz'a,
i znowu poczuła dziwne uczucie motyli w brzuchu, które towarzyszą jej zawsze, gdy on jest w pobliżu. Jasper widząc reakcję czarnookiej na jego widok słodko zmierzbił swoje włosy, co jeszcze bardziej dodało mu uroku.
- Cześć dziewczyny. Max już czeka na was przed domem.- Oznajmił szesnastolatek i razem z dziewczynami opuścili domostwo Cecylii i wsiedli do czarnego Jeep'a Max'a. Cece przywitała się ze swoim chłopakiem czułym pocałunkiem, a następnie pojazd ruszył.

***


Po imprezie dziewczyną strasznie się nudziło, więc zdecydowały się pójść do klubu na przeciwko plaży. Po wypiciu trzeciego drinka, były już pijane. Rockie siedziała na kolanach Donny, a Cece, na Vivi. 
- Spring Break forever bitches!- powiedziała Rockie, a już po chwili dziewczyny śpiewały ,, hit me baby one more time"- Britney Spears. Gdy skończyły swój śliczny występ, do klubu wszedł Jasper. Pokiwał z nie dowierzaniem głową, i podszedł do dziewczyn.
- Co wyście ze sobą zrobiły?- spytał i pokiwał głową. - Chodźcie, zawieziemy was do domu.
Szesnastolatki z trudem doczołgały się do pojazdu prowadzącego, przez Max'a, który zawiózł ich do siebie. Weszli do całkiem sporego domu, o kolorze spalonej czerwieni,   a czarno-włosy zaprowadził ich do pokojów gościnnych.
- Jasper, albo Viv muszą spać na kanapie.- Oznajmił Max mierzbiąc swoje gęste włosy. 
- To ja idę na kanapę. - Stwierdził Jasper i już chciał iść, kiedy Blondynka chwyciła go za nadgarstek.
- Nie ma mowy ! Śpisz ze mną ! -Viv pojawiły się iskierki w oczach. Od dawna czekała na taką okazję. Pociągnęła chłopaka za rękę, i wciągnęła do pokoju zamykając za sobą drzwi.
- Viv, co ty robisz? - Brunet z rozbawieniem w oczach przyglądał się dziewczynie.
- Próbuję zaciągnąć cię do łóżka.
- Hahaha... okay - zaśmiał się Jasper i wszedł pod mięciutką kołderkę, kładąc się koło Viv, i kładąc jej głowę na swoje ramię. 
- Jazzzz...- wymruczała.
-Słucham?
-Nie mów słucham, bo cię wyrucham. - dziewczyna popatrzyła się w oczy chłopaka, a ten głaskał ją po głowie.- Kocham Cię Jazz.
Brunet przez chwilę nic nie odpowiedział, ale już chwilkę potem dobrze wiedział co ma powiedzieć.
- Pewnie, jutro nie będziesz tego pamiętać, ale ja też Cię kocham. - Po słowach szesnastolatka, jego ,,przyjaciółka" zaczęła zbliżać swoją twarz do jego, a po chwili, złączyli swoje usta w namiętnym pocałunku. Oboje czuli, że łączy ich coś więcej, niż przyjaźń. Oderwali się od siebie i zasnęli przytuleni do siebie. 


________________________________________________________________________

No, to mamy pierwszy rozdział. 
Mam nadzieję, że wam się spodobał.
Proszę o zostawienie swojej opinii ( pozytywnej lub negatywnej) w postaci komentarza.
Naprawdę by mnie to ucieszyło, i z góry wam dziękuję.

See ya ! / Cece

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz